Jeśli obecnie wieczorne mycie jest dla ciebie męczarnią, to ten kandydat może ci się spodobać. Jest odpowiednio gęsty, przyjemnie się rozprowadza, ale nie pozostawia tłustego filmu. Można go nakładać na suchą lub wilgotną skórę.
Do tego sporo łagodzących składników, przyjemny zapach i brak uczucia ściągnięcia.
Nie trzeba się zastanawiać, jak użyć tego kosmetyku. To totalny no-brainer. Dokładnie masujesz, zmywasz i gotowe. Nie potrzebujesz żadnych dodatkowych akcesoriów. Ja zmywam nim „zwykłe” kosmetyki, filtry i makijaż, a jak już się szarpnę, też ten wodoodporny (wtedy polecam nakładać go na suchą skórę, żeby lepiej go rozpuścić). Z codziennym make-upem radzi sobie bez problemu, ale już z turbo-trwałymi, wręcz permanentnymi formułami różnie bywa – zależy jaki to kaliber.
Ja go stosuję jako pierwszy krok oczyszczania (demakijaż/„depielęgnacja”), a później sięgam jeszcze po żel czy piankę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby umyć nim twarz także rano — szczególnie przy suchej skórze.
Uważam, że to jeden z przyjemniejszych i prostszych w obsłudze kosmetyków z tej kategorii, a opakowanie 100 ml sprawia, że jest też travel-friendly 🙂