Kwas Podchlorawy, to jest total sztos mojego życia. Odkryłam moc działania tego cudownego składnika dzięki mgiełce Tower 28, po tym jak dostałam ją jako pamiątkę ze Sttanów, a później szukałam odpowiednika w Polsce (i tak trafiłam na Granuspet).
Oprócz klasycznego zastosowania na rany i otarcia, ten psik jest jak gaśnica na wszystkie przypały skórne, ale też dobrze się sprawdzi jako alternatywa dla klasycznego „dezynfekatora”. Wypędza podrażnienia, zmniejsza ryzyko pojawiania się prycholi, a bakteriom i wirusom mówi: you shall not pass!!!
Naturalnie występuje w naszym organizmie, więc nie „zdziera” wszystkiego z powierzchni skóry jak alkohol. Sprawdzi się też profilaktycznie po goleniu, jako wsparcie dla dezodorantu, po wszelkiego rodzaju aktywnościach, czy po wielu godzinach w zamkniętym pomieszczeniu, czy komunikacji wszelkiego rodzaju. Jesteśmy już BFF forever.
Ja uwielbiam go po goleniu czy po ćwiczeniach, żeby zminimalizować ryzyko buntu skórnego. Sprawdza mi się też na wyjazdach, kiedy zmieniam klimat czy wodę. Lubie też go mieć przy długiej podróży (w samolocie, pociągu).
Nadal nie mogę uwierzyć, jak jeden składnik może mieć taką moc i jednocześnie być tak delikatny – no more podrażnienia! Bakterie i wirole chowajcie się! Kwas podchlorawy nadjeżdża!