Balsam od Mokosh to był mój pierwszy kosmetyk brązujący, który nie zrobił mi krzywdy 😅 I też jeden z pierwszych produktów z tej kategorii z naprawdę z fajnym, pielęgnacyjnym składem.
Specyficzny „smrodek” po aplikacji to oczywiście kwestia indywidualna (u mnie jest lekko wyczuwalny), jednak tutaj ten zapach jest dobrze maskowany przez nuty pomarańczy i cynamonu.
Ja nie mam zbytniego talentu do nakładania produktów z DHA, ale tutaj ryzyko smug czy efektu pomarańczy jest naprawdę małe. Opalenizna pojawia się stopniowo – po pierwszym dniu skóra jest jakby „muśnięta słońcem”, po paru dniach można już uzyskać efekt wakacji na Majorce. Choć balsam teoretycznie można nakładać bez żadnych akcesoriów, to jednak polecam użycie rękawicy (paznokcie wtedy nie będą narażone na żółknięcie) i na pewno umyć dłonie po.
Według mnie to bardzo dobra opcja na rozpoczęcie przygody ze słońcem w słoiku 😉
