To serum zaskoczyło mnie wszystkim – konsystencją, działaniem i tym, jak genialnie dogaduje się z moją skórą.
Zacznę od formuły, bo jest naprawdę wyjątkowa. To coś pomiędzy lekkim żelem a esencją. Nakładasz i wchłania się błyskawicznie. Żadnej wyczuwalnej warstwy, żadnego obciążenia, żadnej lepkości. Serum spokojnie można stosować w pielęgnacji wielowarstwowej.
Pięknie doładowuje też glow. Skóra się nie świeci, tylko wygląda na promienną, jakby nawilżoną od środka. Do tego zauważalnie niweluje u mnie zaczerwienienia. Tu naprawdę coś się poprawia z dnia na dzień.
No i ostatnia rzecz: wydajność. Jedna kropla (dosłownie) wystarcza, żeby rozprowadzić ją na całą twarz.
To jedna z tych formuł, które naprawdę trudno opisać, bo wydaje się, że nie da się tego wszystkiego połączyć w jednym produkcie. A jednak. To moja topka, jeśli chodzi o serum z witaminą C (tu w formie 3-O-Ethyl Ascorbic Acid).